Św.Filip Neri

W roku 1995 minęło 400 lat od śmierci św. Filipa Neri.

Filip Neri, jeden z grona wielkich reformatorów XVI wieku, zaliczany do wielkich mistyków chrześcijaństwa, przez swój oryginalny sposób życia i właściwe swojej niezależnej osobowości zachowanie się, bywał niestety często źle rozumiany i w fałszywym świetle przedstawiany potomnych. Niektóre fakty z jego życia urosły do legendy na miarę "Fioretti" św. Franciszka. Biografowie ze stygmatyka Ducha św. i męża pokory i prostoty, człowieka florenckiego humoru i radości, uczynili z niego dziwaka, wesołka, dowcipnisia i ekstrawaganta. Ten mit do dziś pokutuje w umysłach tych, którzy znają Filipa pobieżnie z kilku jego żartów urządzonych mieszkańcom Wiecznego Miasta, albo poznali go z kart mdłych żywotów. Filip, mimo swej popularności zwłaszcza w Rzymie, jest świętym mało znanym. Przyczyniło się do tego między innymi i to, że w swej pokorze uważając się za sługę nieużytecznego, nie napisał żadnych dzieł, jak np. jemu współcześni: św. Ignacy, św. Teresa, czy św. Jan od Krzyża, a to co napisał i co mogłoby ukazać jego świętość, jego szkołę duchowości i co mogłoby być świadectwem życia, kazał spalić przed swoja śmiercią.

Ojczyzną Filipa była Florencja, miasto Dantego, Michała Anioła, Medyceuszy, ale także miejsce działalności słynnego "proroka z Ferrary" Hieronima Savonaroli. Tam się urodził 21 lipca 1515 roku. Był w każdym calu dzieckiem tego miasta; poglądy w nim głoszone sposób życia głęboko zapisały się w jego osobowości. Niezależność, szacunek dla każdego człowieka, szeroko pojęte idee demokratyczne, humor, wrażliwość na piękno, prostota - to dziedzictwo, jakie otrzymał od tego miasta.

Filip posiadał charakterystyczny dla florentczyków urok i dowcip. Ponnelle-Bordet określił go trafnie włoskim słowem 'festivit '. Oznacza ono 'niezwykle dobry humor, serdeczność w podejściu do bliźnich, naturalność w obcowaniu towarzyskim..., postawę, która rozciąga się na wszystko - osoby i rzeczy, zwłaszcza jednak na zmienne koleje losu. Na co dzień jest to wolność od trosk, ... zdolność do obracania w żart tego wszystkiego, z czego nie można wyciągnąć żadnej radości.

Wielki wpływ na jego duchową postawę wywarli w tym czasie florentcy dominikanie z kościoła św. Marka. Właśnie tam, w krużgankach klasztoru OO. Domikanów mógł podziwiać tchnące głęboką duchowością, słynne malowidła błogosławionego Fra Angelica; tam pokazano mu też celę Savonaroli i jego Biblię. Po latach, Filip wyzna pewnemu dominikanowi: "W moim życiu wszelkie dobro otrzymałem od waszych ojców z San Marco".

W siedemnastym roku życia opuszcza na zawsze swoje rodzinne miasto. Na krótki czas zatrzymuje się w San Germano (dziś Casino), małym miasteczku położonym u stóp Monte Casino, gdzie spełniając wolę swego bezdzietnego stryja przygotowuje się do zawodu kupca i przejęcia jego majątku.

Jak toczyło się jego codzienne życie, nie wiemy dokładnie. Jego wcześni biografowie informują wprawdzie, że wędrował często do różnych kościołów i samotnych kaplic. Na pewno odwiedzał także słynne opactwo benedyktynów na Monte Casino. Świadectwa historyczne o tym nie są jednak zbyt liczne i pochodzą z późniejszych czasów. Caietani tak pisze w 1641 roku: 'Filip Neri, założyciel Kongregacji Oratorium, podwaliny swojej wielkiej doskonałości tworzył w San Germano i w Monte Casino. Tam zdobywał ducha świętych cnót i pobożności, zwłaszcza pod kierownictwem Euzebiusza z Eboli, jednego z najpobożniejszych mnichów na Monte Casino i szlachcica z Neapolu' (Lentini).

Z czasu pobytu u stóp Monte Casino wywodzi się z pewnością zamiłowanie Filipa do liturgii i do Ojców pustyni. Tam nauczył się także starej formy życia wspólnego i poznał wartość 'stabilitas loci'. Szczególnie bliską sercu Filipa była dewiza benedyktynów: 'Nihil amori Christi praeponere' (Nic nie przekładać ponad miłość do Chrystusa).

Dla Filipa był to czas trudnych, życiowych decyzji. Czas gorącej modlitwy: "Jak Ty wiesz i chcesz, tak czyń ze mną, Panie! Nie chcę niczego więcej, jak tylko pełnić, Panie, świętą wolę Twoją!". Ostatecznie rezygnuje z kupieckiej kariery, zrzeka się majątku, i jako nieznany i biedny pielgrzym przybywa około 1534 roku do Rzymu. Historyk Kościoła, Ludwik von Pastor powiedział o tej decyzji; "Ten krok jest tak samo heroiczny jak te, których dokonali Benedykt z Nursji i Franciszek z Asyżu, gdy odwrócili się od świata i jego błyszczącej złudy".

W Rzymie Filip pozostanie już do końca swego życia, darzył to miasto głęboką miłością. "Dla Rzymu żył, pracował, uczył się i modlił, kochał i umierał! Rzym był obecny w jego umyśle i w sercu, w jego dziełach i planach, nim się radował i przez niego cierpiał. Dla Rzymu był św. Filip człowiekiem kultury i miłości,... nauczania i modlitwy".

Wykształcenie, jakie otrzymał we Florencji, pozwala mu zająć się wychowywaniem synów pewnego florentczyka zamieszkałego w Rzymie. W zamian za to dostaje coś do zjedzenia i kąt do spania. W tym czasie Filip rozpoczyna studia filozoficzne w akademii "Sapienza" i teologiczne u Augustianów. Wciąż jednak nie ma jakichś konkretnych planów na przyszłość.

Już w okresie studiów prowadzi intensywne życie modlitwy. W szczególny sposób pociągała go cisza katakumb. W tamtych czasach znane były tylko katakumby św. Sebastiana. Dla Filipa było to miejsce spoczynku pierwszych chrześcijan, którzy oczekiwali na zmartwychwstanie. Chodził tam często i spędzał całe noce na modlitwie. Pewien dominikanin powiedział później, że Filip 'żył' tam przez dziesięć lat.

Ta modlitwa spontanicznie rozbudza w nim ducha apostolskiego. Jako student odwiedza szpitale, pomaga chorym, potrzebującym pomocy. Kiedy zdobył zaufanie i przekonał największych sceptyków, że działa bezinteresownie - próbuje leczyć także dusze tych ludzi, tak często okaleczone. Doświadczył, że idzie mu to dosyć łatwo. Jakiś charyzmat szybko jednał mu serca. Czuł się potrzebny dla nędzarzy ciała i ducha.

Przerywa studia, aby cały czas poświęcić chorym i opowiadać im o miłości i miłosierdziu Bożym. Szybko znajduje naśladowców. Rozszerza swoje apostolstwo na ulice i place, idzie do warsztatów i składów handlowych. Nie zawsze jest chętnie słuchany, często staje się przedmiotem drwin. Święty upór i wiara przełamują zniechęcenie i gorycz porażki. Należy do współzałożycieli "Bractwa Trójcy Świętej dla opieki nad pielgrzymami i przytułkami dla chorych" (1548), które już w roku 1550, w czasie jubileuszu, zdało egzamin z odznaczeniem, spiesząc z pomocą tysiącom utrudzonym pątnikom.

Idąc za radą, a raczej nakazem swego spowiednika przyjmuje w roku 1551 święcenia kapłańskie. Liczy wówczas 36 lat. Od tej chwili zakres jego pracy pozostaje ten sam, ale środki i kompetencje o wiele bogatsze. Rzymianie szybko odkryli w tym pobożnym i skromnym księdzu, doskonałego spowiednika i kierownika duchowego.

Praktyka konfesjonału przekonuje go o katastrofalnie niskim poziomie wiedzy religijnej penitentów i dlatego rozpoczyna poza konfesjonałem i amboną ich religijne dokształcanie. Zaczyna od kilku słuchaczy, których gromadzi w swoim mieszkaniu. Po kilku latach zapoczątkowane w ten sposób zgromadzenia oratoryjne liczą już kilkanaście tysięcy uczestników.

Oratorium było niezwykłym "zjawiskiem" w życiu religijnym i kulturalnym Rzymu, było zarazem niezwykle skuteczną i nowatorską metodą duszpsterską. Oratorium było nowym sposobem modlitwy i życia chrześcijańskiego: było spotkaniem ludzi, śpiewem i pieśnią pochwalną i muzyką. Zrodziło się z troski Filipa o swych penitentów, zwłaszcza młodych, tak podatnych na złe wpływy świata. W Oratorium Filipa mówi się prosto, nie z ambony, a w sposób "familiarny". Czyta się i rozważa Pismo św., żywoty świętych, pisma o tematyce ascetyczno-duchowej. Systematyczne wykłady z historii Kościoła prowadzi późniejszy wielki historyk i kardynał Cezary Baroniusz. Dla Oratorium ujawniają swe talenty twórcy pieśni religijnych, autorzy sztuk testralnych, kompozytorzy, twórcy nawet tej miary, co Palestrina. Czymś normalnym w Oratorium stało się udzielanie głosu świeckim. W ten sposób nie byli oni tylko biernymi słuchaczami, ale mogli poczuć się potrzebni w Kościele. To budziło w nich zainteresowanie problemami Kościoła i ducha apostolskiego.

Ktoś słusznie napisał: "Z pieśniami wychodzono z Oratorium na ulicę, i z pytaniem: Co dzisiaj dobrego mamy zdziałać? Nie wielkiego lub sensacyjnego, lecz dobrego. Szli więc przez Rzym ludzie zachwyceni wielkością Boga, mądrością zawartą w ewangelii oraz prostotą prawd Chrystusowych. Były to nie pochody triumfalne, w których dostojnicy kościelni i świeccy zajmowali zwykle pierwsze miejsca, ale pielgrzymki do siedmiu najważniejszych rzymskich kościołów, gdzie uczestnicy stawali w prawdzie i pokorze przed Bogiem. Tak przywracano stolicy chrześcijaństwa charakter sakralny, któremu humaniści przeciwstawiali tęsknotę za Romą cezarów".

Nic zatem dziwnego, że znaleźli się też tacy, którzy w spotkaniach urządzanych przez Filipa dopatrywali się niebezpieczeństwa. Oskarżyli go, że sprzyja "nowinkom" niebezpiecznym dla wiary, że tworzy sektę... Doszło do tego, że surowy papież Paweł IV zakazał Filipowi na pewien czas tej działalności, a nawet na piętnaście dni odebrał mu prawo do spowiadania. Filip zniósł tę próbę w pokorze. Wszystko się wkrótce szczęśliwie wyjaśniło. Papieże nadal darzyli go zaufaniem, a nawet przyjaźnią, jak Grzegorz XIV (1590-91), czy Klemens VIII (1592-1605).

Kiedy ćwiczenia oratoryjne objęły cały Rzym, kiedy stało się czymś modnym chodzić do Oratorium, Filip organizuje grupę stałych współpracowników; niektórych z nich przeznacza do kapłaństwa - to oni stworzyli wspólnotę życia, która później dała początek nowemu zgromadzeniu. Przez długi czas Filip wzbraniał się przed nadaniem tej wspólnocie kapłanów jakichś form społeczności zakonnej. Nie w jego stylu byłoby przyjęcie tytułu "założyciela". Papieże jednak nalegali, żeby ten luźny związek duchownych przekształcił się wreszcie w zgromadzenie o stałej i sciśle określonej strukturze prawnej. Stało się to 15 lipca 1575, za czasów p. Grzegorza XIII.

W uznaniu zasług, papież Grzegorz XIII chciał obdarzyć Filipa godnością kardynała. Nie przyjął jej. Współcześni dostrzegli w tym geście lekcję prawdziwej wielkości, daną ludziom XVI wieku, kuszonym do wywyższania się ponad prawdy i prawa Boże.

Ostatnie lata życia Filip przeznaczył na pracę w konfesjonale i na rozmowy z przyjaciółmi. Zmarł mając 80 lat (26.05.1595), a kard. Baroniusz, jego uczeń napisał o nim: "aż do 80 roku życia, aż do samej śmierci nie żył dla siebie, lecz dla dobra drugich, dla dobra swoich Rzymian, a Rzym odpłacił mu się za to bezgranicznym zaufaniem. starcem już będąc, pozostał nadal Apostołem Wiecznego Miasta, a jego apostolstwo rozciągało się na wszystkie kategorie ludzi, począwszy od papieża do ostatniego ulicznika". Te słowa nie mają nic z przesady czy taniego komplementu.

Do dziś, każdego roku, w dniu 26 maja, w rocznicę śmierci Filipa, przy drzwiach Chiesa Nuova w Rzymie, kościoła w którym spoczywaja doczesne szczątki Świętego, Przełożony Kongregacji Rzymskiej przyjmuje delegację zarządu miasta Rzym, która przekazuje ufundowany przez Rzym kielich jako wotum dziękczynne dla swojego drugiego Apostoła - św. Filipa